Daję z siebie 100%
Ilona Nowak od pięciu lat służy w Ochotniczej Straży Pożarnej w Dobieżynie, a od ubiegłego roku – też w tej jednostce – pełni funkcję skarbnika w Zarządzie. Straż to jej pasja, bez której nie wyobraża sobie życia. Pań w naszych jednostkach OSP coraz więcej – obecnie 13, a gmina dbając o naszych druhów strażaków na bieżąco doposaża ich umundurowanie, sprzęt, infrastrukturę.
Co Panią zmotywowało do tego, aby wstąpić w szeregi OSP?
– Wszystko zaczęło się od jednego z moich klientów, który jest nie tylko strażakiem, ale też naczelnikiem OSP Dobieżyn. Mariusz Wojtkowiak, bo o nim mowa, przychodził do zakładu fryzjerskiego, w którym pracuję i dużo opowiadał o swojej służbie, zaangażowaniu w OSP. Dopytywałam go, a było to kilka lat temu, czy kobiety też są w jednostce. W odpowiedzi usłyszałam, że czynnej strażaczki, czyli takiej, która uczestniczy w akcjach ratowniczo-gaśniczych, nie ma. I tak zdecydowałam się wstąpić do jednostki i od pięciu lat udzielam się w OSP Dobieżyn, a od trzech lat jestem też czynnym strażakiem.
Jakie były początki?
– W 2021 roku zostałam matką chrzestną nowego sztandaru. Stary był już bardzo wysłużony, a nowy – zgodnie z tradycją potrzebował rodziców chrzestnych. Przyjęłam propozycję, aby w taki symboliczny sposób przejąć opiekę nad tym ważnym symbolem strażaków.
I co było dalej?
– Zainteresowałam się tym co się dzieje w OSP: czym się zajmuje, jak wyglądają wyjazdy na akcje, w jaki sposób można zostać ochotnikiem. Ukończyłam kurs na strażaka ratownika, który odbył się w jednostce Państwowej Straży Pożarnej w Mosinie. Szkolili nas wspaniali strażacy – ludzie z pasją, ogromną wiedzą i doświadczeniem.
Czy w Pani rodzinie były jakieś strażackie tradycje?
– Nie było, ale za to teraz w rodzinie jest już kilku strażaków. Mój brat, który wstąpił do OSP w Dobieżynie. Moja bratanica, która jest w Młodzieżowej Drużynie Pożarniczej w Wojnowicach i Brzozie – co ciekawe, wcześniej niż ja rozpoczęła swoją przygodę ze OSP. I jeszcze bratankowie: jeden w jednostce w Wojnowicach, drugi – w Dobieżynie.
Czy pamięta Pani swój pierwszy wyjazd na akcję?
– Oczywiście. Dobrze pamiętam swoją pierwszą akcję. Niepruszewo dotknęły powodzie gdzieś trzy lata temu. Jedna z dróg została mocno zalana i wodę należało wypompowywać. Alarm był o trzeciej w nocy – szybko zerwałam się na równe nogi. Ale gdyby nie kolega, który ustąpił mi miejsca w wozie strażackim, nie pojechałabym. Dlaczego? Bo tylu było chętnych do działania.
Duża adrenalina?
– Ogromna. Nie był to wyjazd gospodarczy (na przykład prace porządkowe, pomoc przy organizacji lokalnych wydarzeń), w których już wcześniej uczestniczyłam, ale jechaliśmy do zdarzenia. Wprawdzie nie było bezpośredniego zagrożenia życia ludzkiego, ale wiadomo, że liczy się szybkość i działanie. Potem były wyjazdy na gaszenie pożarów, które są najtrudniejsze w naszej pracy.
Które z nich utkwiły Pani w pamięci?
– Taki niebezpieczny był na przykład pożar kurników w Dobieżynie, do którego doszło dwa lata temu. Też pożar poddasza domu w Szewcach czy chlewni w Modrzu, gdzie najtrudniejsza była bardzo wysoka temperatura – na zewnątrz ponad 30 stopni, a w środku – 40 stopni. W takich warunkach strażak wchodzi na 5, 10 minut i wychodzi, bo trzeba szybko się zmieniać. Dobrze pamiętam też trąbę powietrzną, która przeszła przez Dakowy Suche i Strykowo w czerwcu 2025 roku, a w akcji uczestniczyła też nasza jednostka.
Boi się Pani, kiedy jedzie na akcję?
– Zdarza się. Dobrze pamiętam pierwszy wyjazd na wypadek z udziałem motocyklisty czy potrącenie mężczyzny przez pociąg – obawiałam się tego, co zastaniemy na miejscu. W obu przypadkach wszystko zakończyło się dobrze, ale trzeba nauczyć się, że szybko działać, a nie skupiać się na emocjach. Zresztą zawsze mamy możliwość skorzystania z pomocy psychologicznej.
Pod presją czasu należy szybko wskoczyć w mundur strażacki. Co Pani wtedy czuje?
– Ważne, aby zachować spokój i zimną krew. Jest alarm i wszystko się rzuca – kto może biegnie do strażnicy. Musi zgłosić się przynajmniej dwóch strażaków, w tym kierowca. Im więcej ochotników, tym lepiej.
To niezwykle trudna i niebezpieczna praca. Co na to rodzina, która z pewnością się o Panią martwi?
– Mąż początkowo był sceptycznie nastawiony do tego, że zdecydowałam się wstąpić do OSP. Na pewno się denerwuje, kiedy jadę na akcję. Staram się na bieżąco informować go o tym co się dzieje na miejscu zdarzenia.
Czy udaje się Pani połączyć pracę zawodową, życie rodzinne ze służbą w OSP?
– To niełatwe zadanie. Pracuję w zawodzie fryzjerki, do tego opiekuję się dwuletnim wnukiem. W domu staram się być mamą, babcią, żoną; w pracy – pracownikiem, a w OSP – ratownikiem strażakiem. Nie ma najmniejszego problemu, aby uczestniczyć w wieczornych i nocnych wyjazdach, o wiele trudniej w ciągu dnia – chyba, że wcześnie rano, kiedy jeszcze nie pracuję. Zdarzają się sytuacje, że szybko trzeba zmienić termin wizyty klienta, bo trzeba jechać na akcję. Jednak spotykam się zawsze z dużym zrozumieniem.
Utarło się, że strażak to mężczyzna. Jak to jest być kobietą w drużynie strażackiej?
– Daję z siebie 100 procent. Koledzy czasami próbują traktować mnie ulgowo, co bardzo mnie irytuje. Nieraz chcą mnie wyręczać w niektórych czynnościach, ale nie pozwalam im na to. Bywa też, że sami przekazują mi jakieś zadania. Na przykład wchodzenie do zadymionych pomieszczeń lub praca na wysokościach.
Jakie cechy należy mieć, żeby zostać strażakiem?
– Trzeba być otwartym na drugiego człowieka. Chcieć bezinteresownie pomagać innym – nie można obojętnie przejść obok kogoś kto potrzebuje wsparcia. Niezbędna jest siła psychiczna, też dobra kondycja fizyczna. Cały czas musimy się dokształcać – uczestniczyć w szkoleniach, kursach.
Kiedyś widok kobiety w straży pożarnej należał do rzadkości. Czy pań jest teraz więcej?
– Tak, coraz więcej pań interesuje się służbą w straży pożarnej. Są coraz bardziej niezależne i samodzielne – chcą być aktywne w różnych obszarach życia. Też inaczej postrzegają pewne sprawy niż panowie. Ich obecność w akcjach jest bardzo potrzebna – chociażby z racji tego, że ofiarami wypadków są też dzieci, a kobiety lepiej się odnajdują w sytuacjach kryzysowych.
Czego życzyć Pani z okazji Dnia Kobiet?
– Bezpiecznych powrotów do domu. Jak to się mówi wśród strażaków: tyle powrotów, ile wyjazdów.











